poniedziałek, 6 sierpnia 2012

06-08-2012 23:54

Zaczynam, a już tak bardzo nie chce mi się pisać. 
Właściwie z jednej strony chce mi się, żebym sama sobie mogła zebrać myśli.
Z drugiej najchętniej położyłabym się i obudziła jutro w południe, jak mam to w zwyczaju robić.

Nie mam ochoty na nic, ciężko mi choć o tym nie mówię.
Nawet Tobie, drogi W.

Nie miałam ochoty dziś rozmawiać o marzeniach, kochany. Nie było sensu. Marzeń też nie.
Zostawiłam gdzieś tą marzycielkę. Marzycielkę o pięknej przyszłości. Z Tobą.
O ślubie, własnym kącie, rodzinie z tradycjami, rodzinie z miłością. Hej, przecież moje marzenia są Ci znane. Są Twoje, identyczne. Nieprawdaż?

Ona wróci. 

Źle, źle, źle! Tak bardzo mi źle.
Nie pytaj. Nie wiem dlaczego. Mam tak. Wiem, nie powinnam. 
Wybacz.
Ale samej mi ciężko. 
Chcę gdzieś uciec, daleko, donikąd. Bez celu. I nie myśleć. O tym co będzie za minutę, za godzinę. O pieprzonym jutrze, o przyszłym tygodniu, następnym miesiącu, o tym, kim będę za 2 lata. Za co będę i gdzie będę. Zabierz mnie TAM. Pomóż.

I to nie tak, że mnie nie obchodzisz. Ja tylko sobie nie radzę.
Wiem, że boli. Mnie też.
Rozrywa mnie od środka.

Nie pytaj, proszę.